Jeżdżę na nartach od dziecka i to freeride jest miejscem, gdzie nauczyłem się najwięcej o software na produkcji. Góry karzą dokładnie za ten sam błąd co systemy produkcyjne: zaufanie wczorajszym warunkom.
- Komunikat lawinowy przed zjazdem to eval przed deployem. Żadnego z nich się nie pomija, bo "wczoraj wszystko było ok".
- Margines bezpieczeństwa to nie pesymizm. To on pozwala być agresywnym tam, gdzie się liczy.
- Najpiękniejsza linia i właściwa linia czasem się pokrywają. Kiedy nie — wybierasz właściwą i wracasz do domu.
- Zjeżdża się grupą, pojedynczo, z jasnymi punktami zbiórki. Incydenty obsługuje się tak samo.
Raz, pewnej nocy na wysokości, która zaczęła się jako spokojna wędrówka, zobaczyłem z bliska, jak szybko warunki wywracają plan. Skończyło się dobrze, z marginesem węższym, niż lubię opowiadać. Długa wersja innym razem.
Od tamtej pory projektuję systemy tak, jak przygotowuję wyjścia w góry: komunikat, checks, margines. Potem się zjeżdża — i frajda jest prawdziwa.
// świeży puch nie wybacza risk assessmentu na czuja. Produkcja też nie.